Tak sobie myślę, myślicie że można zaakceptować tęsknotę? Bo jeśli można, to można się też do niej przyzwyczaić. Tylko z doświadczenia wiem, że kiedy już się przyzwyczaimy to przestajemy zwracać uwagę na to za czym tęsknimy.
Nie wiem, czy mnie rozumiecie. Pisze dość zawile.
Chodzi mi o to, że przyzwyczajenie się do uczucia tęsknoty jest w moim odczuciu czymś negatywnym. Przestajemy czuć ten ból, który jest z nami gdy ktoś kogo kochamy odjeżdża, odchodzi. A to właśnie on pokazuje, ile ten ktoś znaczy.
Chyba sama się już gubię.
Odkąd byłam malutką dziewczynką mój tata bez przerwy wyjeżdżał za granicę do pracy. Potrafiłam płakać za nim w poduszkę bardzo długo. Ale z czasem, gdy rosłam a on nadal wyjeżdżał, płakałam coraz mniej. Nadal wyjeżdża, a ja już nie płaczę. Źle mi z tym, bo wydaje mi się naturalnym że płaczemy gdy ktoś nas opuszcza. Nie znaczy to oczywiście, że nie jest mi przykro gdy wyjeżdża, ale jest to na porządku dziennym. Przez kilkanaście lat życia widuje tatę, pomiędzy jego wyjazdami do pracy. Tylko mój tata w przeciwieństwie do innych, wyjeżdża na dwa miesiące z kraju, a nie wychodzi na 8h do biura.
Zawsze pojawiała mi się w złości taka myśl, że tata traktuje dom jak hotel. Wiem, że nie. Ale mówiłam mu tak, kiedy jeszcze rozpaczając nie chciałam go puścić na kolejne miesiące. On to robi dla mnie, dla mamy, dla rodziny. Tylko do cholery, jakim kosztem?
Nie wiem już co myśleć, nienawidzę tęsknić, a ten cholerny świat to wie i mimo wszystko mnie do tego zmusza.
Z czasem nadal tęsknimy, ale gdzieś głęboko w sobie - bo jak wiele razy można rozrywać gojącą się ranę?
X
poniedziałek, 18 września 2017
niedziela, 3 września 2017
BuskerBus!
Słyszeliście kiedyś o festiwalu BuskerBus? Nie? To źle!
Festiwal już dawno skradł moje serce i jeśli dacie mu szansę, to jestem pewna że się Wam spodoba.
Ale o co właściwie chodzi?
Już tłumaczę!
Co roku w okresie wakacyjnym w 3 miastach w Polsce organizowany jest BuskerBus, który jest Międzynarodowym Festiwalem Sztuki Ulicznej! Przez kilka dni w centralnych częściach miasta artyści z całego świata(!) bawią się z nami, przybliżają nam swoją kulturę i pokazują rzeczy nie z tego świata! Wiele z show, które widziałam zapierało dech w piersiach, bawiło do łez i hipnotyzowało! Wśród artystów znajdziemy muzyków, magików, klaunów, cyrkowców i tancerzy! Uważam, że naprawdę warto dać temu szansę, bo to coś fantastycznego! A najlepsze jest to, że możemy podziwiać tych ludzi za darmo. :)
Wszystko fajnie, ale czemu o tym piszę?
Piszę o tym, ponieważ chcę Wam pokazać, że nie każdy człowiek przekłada pieniądze ponad wszystko. Ludzie występujący przed nami nie dostają za to żadnych pieniędzy, poza tymi wrzuconymi przez oglądających do kapelusza. To wszystko, naprawdę. I to jest ich praca.
Podróżują po świecie, dając ludziom radość, a żyją z tego co dostaną od nas i wcale nie narzekają! Kochają to co robią, kochają ludzi. Są szczęśliwi, zarażają innych optymizmem.
Miałam okazję poznać tych artystów, z niektórymi bardzo się polubiłam.
Ci ludzie są tak otwarci, tak pozytywni i tak uśmiechnięci, że aż trudno mi to pojąć. Z jednym artystą, na którego mówię Blue, ze względu na jego kolor włosów dogadywałam się świetnie. Młody facet z Wenezueli z bardzo kiepskim angielskim, a jednak udało się nam porozumieć! 3 języki i migowy, i daliśmy radę :D
W tym roku największe wrażenie zrobił na mnie pokaz ognia i show pt. "Balony" japońskiej dziewczyny. Do łez rozbawił mnie pokaz dwóch sympatycznych tancerzy zwanych Choco i Papi oraz kilku prze zabawnych cyrkowców, w tym Blue!
To jest warte przeżycia! We mnie festiwal wywołuje wiele fantastycznych emocji, wywołuje na twarzy uśmiech i daje możliwość poznania ludzi. a ja kocham poznawać ludzi i to jeszcze takich!
Sprawdźcie to koniecznie! Może spotkamy się w przyszłym roku na jakimś show? Mam taką nadzieję. Lubię zielonymi oczami patrzeć na radość występujących! Wy też polubicie, gwarantuję.
Oficjalna strona festiwalu;
http://www.buskerbus.com/pl/
Moi ulubieni artyści:
Ian Deadly (http://www.iandeadly.moonfruit.com/)
Devadip "Blue" (https://www.facebook.com/caradepapastyle/)
UMAMI DANCETHEATRE (http://umamidancetheatre.wixsite.com/umami)
CHISHA (balony, Japonia)
Guga Morales (http://www.gugamorales.com/pt/)
IgnisDraconis.vienna (https://www.facebook.com/IgnisDraconis.Vienna/)
Sylvain POMME (http://www.sypocircus.com/)
Zaktakular (https://www.facebook.com/ZAKTAKULAR/)
Clap clap Circo (http://www.clapclapcirco.com/)
To cudowni ludzie, pełni pasji i miłości do tego co robią. Są godni podziwu. Ja ich podziwiam. Buziaki X
Festiwal już dawno skradł moje serce i jeśli dacie mu szansę, to jestem pewna że się Wam spodoba.
Ale o co właściwie chodzi?
Już tłumaczę!
Co roku w okresie wakacyjnym w 3 miastach w Polsce organizowany jest BuskerBus, który jest Międzynarodowym Festiwalem Sztuki Ulicznej! Przez kilka dni w centralnych częściach miasta artyści z całego świata(!) bawią się z nami, przybliżają nam swoją kulturę i pokazują rzeczy nie z tego świata! Wiele z show, które widziałam zapierało dech w piersiach, bawiło do łez i hipnotyzowało! Wśród artystów znajdziemy muzyków, magików, klaunów, cyrkowców i tancerzy! Uważam, że naprawdę warto dać temu szansę, bo to coś fantastycznego! A najlepsze jest to, że możemy podziwiać tych ludzi za darmo. :)
Wszystko fajnie, ale czemu o tym piszę?
Piszę o tym, ponieważ chcę Wam pokazać, że nie każdy człowiek przekłada pieniądze ponad wszystko. Ludzie występujący przed nami nie dostają za to żadnych pieniędzy, poza tymi wrzuconymi przez oglądających do kapelusza. To wszystko, naprawdę. I to jest ich praca.
Podróżują po świecie, dając ludziom radość, a żyją z tego co dostaną od nas i wcale nie narzekają! Kochają to co robią, kochają ludzi. Są szczęśliwi, zarażają innych optymizmem.
Miałam okazję poznać tych artystów, z niektórymi bardzo się polubiłam.
Ci ludzie są tak otwarci, tak pozytywni i tak uśmiechnięci, że aż trudno mi to pojąć. Z jednym artystą, na którego mówię Blue, ze względu na jego kolor włosów dogadywałam się świetnie. Młody facet z Wenezueli z bardzo kiepskim angielskim, a jednak udało się nam porozumieć! 3 języki i migowy, i daliśmy radę :D
W tym roku największe wrażenie zrobił na mnie pokaz ognia i show pt. "Balony" japońskiej dziewczyny. Do łez rozbawił mnie pokaz dwóch sympatycznych tancerzy zwanych Choco i Papi oraz kilku prze zabawnych cyrkowców, w tym Blue!
To jest warte przeżycia! We mnie festiwal wywołuje wiele fantastycznych emocji, wywołuje na twarzy uśmiech i daje możliwość poznania ludzi. a ja kocham poznawać ludzi i to jeszcze takich!
Sprawdźcie to koniecznie! Może spotkamy się w przyszłym roku na jakimś show? Mam taką nadzieję. Lubię zielonymi oczami patrzeć na radość występujących! Wy też polubicie, gwarantuję.
Oficjalna strona festiwalu;
http://www.buskerbus.com/pl/
Moi ulubieni artyści:
Ian Deadly (http://www.iandeadly.moonfruit.com/)
Devadip "Blue" (https://www.facebook.com/caradepapastyle/)
UMAMI DANCETHEATRE (http://umamidancetheatre.wixsite.com/umami)
CHISHA (balony, Japonia)
Guga Morales (http://www.gugamorales.com/pt/)
IgnisDraconis.vienna (https://www.facebook.com/IgnisDraconis.Vienna/)
Sylvain POMME (http://www.sypocircus.com/)
Zaktakular (https://www.facebook.com/ZAKTAKULAR/)
Clap clap Circo (http://www.clapclapcirco.com/)
To cudowni ludzie, pełni pasji i miłości do tego co robią. Są godni podziwu. Ja ich podziwiam. Buziaki X
sobota, 12 sierpnia 2017
Szczęście w nieszczęściu
Wakacje! To brzmi wspaniale, prawda? Mi od razu w głowie pojawiają się obrazy szerokiej plaży, szmaragdowego morza, lodów, gofrów, okularów przeciwsłonecznych i strojów kąpielowych, a co najważniejsze, jest KONIEC SZKOŁY!
ALE...
aktualnie jest 12/08/2017, czyli półmetek moich wakacji. I zdecydowanie to nie są moje wakacje.
Od 3 tygodni leżę w domu, a właściwie 2 tygodnie w domu, a tydzień w szpitalu. Spotkaliście się kiedyś z mononukleozą?
NIE CHCECIE!
Powiem tylko, że choroba jest ciężka, odbierająca całkowicie siłę i zapał do życia. Cóż, mi dodatkowo odebrała mój wakacyjny wyjazd. Nie piszę tu jednak, żeby wylewać żale i mówić jak mam źle. Chcę się skupić na pozytywach, bo zaczęłam ich skrupulatnie szukać. Sami zobaczcie co dostrzegłam przez ostatnie dość przykre tygodnie.
#1 - są dobrzy ludzie
Jak już wcześniej pisałam, przepadł mój wyjazd wakacyjny. Właściwie dzień przed nim dostałam wyniki badań, które zmusiły mnie i moich towarzyszy do odwołania wycieczki. Ku mojemu zdziwieniu Pan, któremu sprawiliśmy kłopot odwołując wyjazd, nie dość że życzył mi dużo zdrowia to obiecał, że zaliczka nie przepadnie. Zostanie ona przesunięta na następny rok, jeśli tylko zechcemy. Niby drobiazg, ale ta sytuacja wywołała u mnie uśmiech.
#2 - wierzę w nas
Ostatnio wspominałam Wam jak wiele kilometrów dzieli mnie i mojego chłopaka. Mimo wszystko nie przeszkadzały mu one we wspieraniu mnie. Słuchał dzielnie jak płakałam do słuchawki z bólu albo bezsilności, opowiadał bajki, przypominał o lekach, doradzał, ale też sam się martwił. Chciał dodać mi siły, mimo że sam nie miał jej zbyt wiele. To rozczulało mnie jeszcze bardziej, ale też upewniało że mogę na niego liczyć. Po coraz gorszych wynikach trafiłam do szpitala. I wiecie co? Przyjechał. Wiedział jak bardzo go potrzebuję i pewnego ranka wszedł na salę numer 7 w szpitalu pediatrycznym. Jechał całą noc. Możecie sobie wyobrazić jak bardzo szczęśliwa byłam. Był ze mną dwa dni, potem musiał wracać. Szczerze mówiąc to te dwa dni dały mi więcej, niż kilkadziesiąt kroplówek, tabletek i pomp z paracetamolem. Nie wiem czy mogę sobie wyobrazić, że jakiś chłopak kocha mnie bardziej niż on.
#3 - moja "soul sister"
Na wyróżnienie zasługuje tu niezaprzeczalnie moja najlepsza przyjaciółka. Ona to się mną zajmowała... Okłady, okładziki, zbijanie gorączki - to zdecydowanie jej mocna strona! Trochę pokrzyczała, bo z natury nie lubię słuchać rozkazów, ale uwierzcie mi - nie miałam siły długo się opierać. Robiła mi też różne specyfiki do picia, podawała tabletki i robiła jedzenie, póki mogłam jeszcze jeść. I chyba się martwiła. A! No i oglądała ze mną Grę o Tron! Trochę też mnie odwiedzała i rozśmieszała. Fajnie jest mieć kogoś takiego jak ona, bo mimo że wkurza mnie czasem niesamowicie to jest dla mnie jak siostra. Moja najlepsza przyjaciółka.
#4 - rodzina
Od początku największym wsparciem dla mnie była mama. Uwierzcie mi, mam najcudowniejszą mamę na świecie. Od początku choroby pomaga mi w każdy(!) możliwy sposób. Nie wiem czy kiedykolwiek się jej odwdzięczę za to wszystko. Oczywiście tata i siostry też były dla mnie wsparciem. Wszyscy odwiedzali mnie w szpitalu, próbowali rozbawić, rozmawiali, przytulali i po prostu byli, a to najważniejsze. Wdzięczna jestem też mojemu szwagrowi, który bardzo mi pomógł.
W rodzinie różnie bywa, często ktoś się na kogoś gniewa, denerwuje, ale to w końcu jednak rodzina.
W trudnych chwilach to na nią możemy liczyć. Ja się nie przeliczyłam i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Są świetni!
Widzicie? Mogłabym wymienić jeszcze kilka moich "powodów" do radości, ale to są te najważniejsze. Człowiek zawsze powinien móc liczyć na drugiego człowieka. I nie mówię tu tylko o bliskich. Nikt nie jest od nas gorszy, ani lepszy. My tworzymy ten świat i jeśli kiedyś zostanie zniszczony, będzie to nasza wina.
Ja dobrym ludziom, ich dobroci nigdy nie zapomnę. I postaram się, żeby do nich wróciła.
Staram się patrzeć na ten świat pozytywnie, zielonymi oczami.
ALE...
aktualnie jest 12/08/2017, czyli półmetek moich wakacji. I zdecydowanie to nie są moje wakacje.
Od 3 tygodni leżę w domu, a właściwie 2 tygodnie w domu, a tydzień w szpitalu. Spotkaliście się kiedyś z mononukleozą?
NIE CHCECIE!
Powiem tylko, że choroba jest ciężka, odbierająca całkowicie siłę i zapał do życia. Cóż, mi dodatkowo odebrała mój wakacyjny wyjazd. Nie piszę tu jednak, żeby wylewać żale i mówić jak mam źle. Chcę się skupić na pozytywach, bo zaczęłam ich skrupulatnie szukać. Sami zobaczcie co dostrzegłam przez ostatnie dość przykre tygodnie.
#1 - są dobrzy ludzie
Jak już wcześniej pisałam, przepadł mój wyjazd wakacyjny. Właściwie dzień przed nim dostałam wyniki badań, które zmusiły mnie i moich towarzyszy do odwołania wycieczki. Ku mojemu zdziwieniu Pan, któremu sprawiliśmy kłopot odwołując wyjazd, nie dość że życzył mi dużo zdrowia to obiecał, że zaliczka nie przepadnie. Zostanie ona przesunięta na następny rok, jeśli tylko zechcemy. Niby drobiazg, ale ta sytuacja wywołała u mnie uśmiech.
#2 - wierzę w nas
Ostatnio wspominałam Wam jak wiele kilometrów dzieli mnie i mojego chłopaka. Mimo wszystko nie przeszkadzały mu one we wspieraniu mnie. Słuchał dzielnie jak płakałam do słuchawki z bólu albo bezsilności, opowiadał bajki, przypominał o lekach, doradzał, ale też sam się martwił. Chciał dodać mi siły, mimo że sam nie miał jej zbyt wiele. To rozczulało mnie jeszcze bardziej, ale też upewniało że mogę na niego liczyć. Po coraz gorszych wynikach trafiłam do szpitala. I wiecie co? Przyjechał. Wiedział jak bardzo go potrzebuję i pewnego ranka wszedł na salę numer 7 w szpitalu pediatrycznym. Jechał całą noc. Możecie sobie wyobrazić jak bardzo szczęśliwa byłam. Był ze mną dwa dni, potem musiał wracać. Szczerze mówiąc to te dwa dni dały mi więcej, niż kilkadziesiąt kroplówek, tabletek i pomp z paracetamolem. Nie wiem czy mogę sobie wyobrazić, że jakiś chłopak kocha mnie bardziej niż on.
#3 - moja "soul sister"
Na wyróżnienie zasługuje tu niezaprzeczalnie moja najlepsza przyjaciółka. Ona to się mną zajmowała... Okłady, okładziki, zbijanie gorączki - to zdecydowanie jej mocna strona! Trochę pokrzyczała, bo z natury nie lubię słuchać rozkazów, ale uwierzcie mi - nie miałam siły długo się opierać. Robiła mi też różne specyfiki do picia, podawała tabletki i robiła jedzenie, póki mogłam jeszcze jeść. I chyba się martwiła. A! No i oglądała ze mną Grę o Tron! Trochę też mnie odwiedzała i rozśmieszała. Fajnie jest mieć kogoś takiego jak ona, bo mimo że wkurza mnie czasem niesamowicie to jest dla mnie jak siostra. Moja najlepsza przyjaciółka.
#4 - rodzina
Od początku największym wsparciem dla mnie była mama. Uwierzcie mi, mam najcudowniejszą mamę na świecie. Od początku choroby pomaga mi w każdy(!) możliwy sposób. Nie wiem czy kiedykolwiek się jej odwdzięczę za to wszystko. Oczywiście tata i siostry też były dla mnie wsparciem. Wszyscy odwiedzali mnie w szpitalu, próbowali rozbawić, rozmawiali, przytulali i po prostu byli, a to najważniejsze. Wdzięczna jestem też mojemu szwagrowi, który bardzo mi pomógł.
W rodzinie różnie bywa, często ktoś się na kogoś gniewa, denerwuje, ale to w końcu jednak rodzina.
W trudnych chwilach to na nią możemy liczyć. Ja się nie przeliczyłam i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Są świetni!
Widzicie? Mogłabym wymienić jeszcze kilka moich "powodów" do radości, ale to są te najważniejsze. Człowiek zawsze powinien móc liczyć na drugiego człowieka. I nie mówię tu tylko o bliskich. Nikt nie jest od nas gorszy, ani lepszy. My tworzymy ten świat i jeśli kiedyś zostanie zniszczony, będzie to nasza wina.
Ja dobrym ludziom, ich dobroci nigdy nie zapomnę. I postaram się, żeby do nich wróciła.
Staram się patrzeć na ten świat pozytywnie, zielonymi oczami.
środa, 26 lipca 2017
Ja? On? My.
485 km najkrótszą drogą, 8h w pociągu, 44,18 za bilet w jedną stronę - do niego.
Mieliście kiedyś tak, że coś lub ktoś wywrócił Wasz świat do góry nogami?
No właśnie, tak było i w moim przypadku.
Poznałam go na obozie, był instruktorem. Bardzo zabawnym instruktorem. Pamiętam jasne, mądre oczy zza szkieł okularów, rozwalone włosy i ładne, pełne usta. Gadaliśmy o bzdurach, polubiliśmy się. Potem wpadał do naszego pokoju (byłam z przyjaciółą:)) z kawą, raz wpadł też z głośnikiem :P
Potem nastąpiła chwila, kiedy obóz dobiegł końca i trzeba było sobie powiedzieć "pa".
Zaczęliśmy pisać, całkiem dużo. No wiecie - więcej i więcej.
Tydzień po obozie zawitałam w pobliskim miasteczku. Pojechałam tam na wakacje z siostrą.
Chcieliśmy się spotkać i ku mojemu zdziwieniu udało się. Spędziliśmy fantastyczny dzień.
.....
Myślicie, że się zapędziłam z opisywaniem tej historii rodem z taniego romansidła? Otóż nie.
Bo chcę Wam coś powiedzieć, być może uświdomić.
A na początku zadam pytanie.
Czy tak naprawdę boimy się tego co pomyślą ludzie?
Ja się bałam, ale już się nie boję.
Mój chłopak jest ode mnie starszy 10 lat.
Mieszka na drugim końcu polski.
Na obozie był moim instruktorem.
Jest dorosły, a ja nie jestem pełnoletnia.
I co teraz o mnie myślicie?
Najczęściej słyszę, że on chce mnie wykorzystać i zostawić.
Ludzie, skąd te stereotypy?
Mój chłopak jest cudownym człowiekiem. Jest kreatywny, pełen pasji, zaradny i uczciwy. Zakochałam się w nim, bo pokazał mi coś czego wcześniej nie widziałam, pokazał mi jak mam szanować samą siebie i jak wartościowa jestem. Wiele razy miałam w nim oparcie, często tylko przez telefon. Czułam, że on czuje to wszystko co ja. I codziennie odkrywam że mamy wiele wspólnego, ale i wiele nas dzieli. I to jest piękne.
Powiem Wam szczerze, że jest coś czego się bałam. Bałam się, że z czasem zacznie naciskać na więcej bliskości. W końcu dorosły mężczyzna ma swoje potrzeby i nie jest to nic złego.
Ale on pokazał, że to nie jest takie ważne. Dla niego ważniejsze było to co ja czułam, czego chciałam i co było dla mnie dobre. Nigdy do niczego mnie nie zmusił, pomaga mi i wspiera, bawi i pociesza kiedy jest źle.
Przez ten cały czas kiedy z nim jestem zrozumiałam, że nie liczy się o ile lat jest starszy, jak daleko mieszka czy co pomyślą jacyś obcy ludzie. Ważne jest to, że ten facet odda za mnie życie i nigdy mnie nie skrzywdzi, ważne jest to że ja czuję bijącą od niego miłość. Ona jest wręcz namacalna.
Kochamy się. Ot cała historia. To on nauczył mnie zielonymi oczami, inaczej patrzeć na świat i na miłość. X
Mieliście kiedyś tak, że coś lub ktoś wywrócił Wasz świat do góry nogami?
No właśnie, tak było i w moim przypadku.
Poznałam go na obozie, był instruktorem. Bardzo zabawnym instruktorem. Pamiętam jasne, mądre oczy zza szkieł okularów, rozwalone włosy i ładne, pełne usta. Gadaliśmy o bzdurach, polubiliśmy się. Potem wpadał do naszego pokoju (byłam z przyjaciółą:)) z kawą, raz wpadł też z głośnikiem :P
Potem nastąpiła chwila, kiedy obóz dobiegł końca i trzeba było sobie powiedzieć "pa".
Zaczęliśmy pisać, całkiem dużo. No wiecie - więcej i więcej.
Tydzień po obozie zawitałam w pobliskim miasteczku. Pojechałam tam na wakacje z siostrą.
Chcieliśmy się spotkać i ku mojemu zdziwieniu udało się. Spędziliśmy fantastyczny dzień.
.....
Myślicie, że się zapędziłam z opisywaniem tej historii rodem z taniego romansidła? Otóż nie.
Bo chcę Wam coś powiedzieć, być może uświdomić.
A na początku zadam pytanie.
Czy tak naprawdę boimy się tego co pomyślą ludzie?
Ja się bałam, ale już się nie boję.
Mój chłopak jest ode mnie starszy 10 lat.
Mieszka na drugim końcu polski.
Na obozie był moim instruktorem.
Jest dorosły, a ja nie jestem pełnoletnia.
I co teraz o mnie myślicie?
Najczęściej słyszę, że on chce mnie wykorzystać i zostawić.
Ludzie, skąd te stereotypy?
Mój chłopak jest cudownym człowiekiem. Jest kreatywny, pełen pasji, zaradny i uczciwy. Zakochałam się w nim, bo pokazał mi coś czego wcześniej nie widziałam, pokazał mi jak mam szanować samą siebie i jak wartościowa jestem. Wiele razy miałam w nim oparcie, często tylko przez telefon. Czułam, że on czuje to wszystko co ja. I codziennie odkrywam że mamy wiele wspólnego, ale i wiele nas dzieli. I to jest piękne.
Powiem Wam szczerze, że jest coś czego się bałam. Bałam się, że z czasem zacznie naciskać na więcej bliskości. W końcu dorosły mężczyzna ma swoje potrzeby i nie jest to nic złego.
Ale on pokazał, że to nie jest takie ważne. Dla niego ważniejsze było to co ja czułam, czego chciałam i co było dla mnie dobre. Nigdy do niczego mnie nie zmusił, pomaga mi i wspiera, bawi i pociesza kiedy jest źle.
Przez ten cały czas kiedy z nim jestem zrozumiałam, że nie liczy się o ile lat jest starszy, jak daleko mieszka czy co pomyślą jacyś obcy ludzie. Ważne jest to, że ten facet odda za mnie życie i nigdy mnie nie skrzywdzi, ważne jest to że ja czuję bijącą od niego miłość. Ona jest wręcz namacalna.
Kochamy się. Ot cała historia. To on nauczył mnie zielonymi oczami, inaczej patrzeć na świat i na miłość. X
sobota, 22 lipca 2017
Słowem wstępu
Witajcie.
Właśnie w tym momencie, w sobotę, w gorący letni dzień zaczynam pisać. Zaczynam pisać, bo chyba zawsze to kochałam. Lubię to jak każda z kolejnych literek tworzy jakąś nową historię, jakąś wartościową myśl, coś pięknego, coś co może zmienić czyjeś myślenie. Potraktuje tego bloga jak pamiętnik, dobrze? Bo chociaż w życiu miałam całe mnóstwo tych kolorowych notesików, to czuje że ten będzie wyjątkowy. Jeśli macie ochotę to zaglądajcie. Możecie mnie poznać - inaczej.
Każde napisane tu słowo będzie szczere.
Każde słowo będzie prosto z serca.
Każde słowo będzie wartościowe, bo będzie tworzyć coś cennego dla mnie i być może dla Was.
Pozwólcie, że się nie przedstawię. Pokażę Wam tylko moje myśli, uczucia i przemyślenia, a czasem może dorzucę też trochę wspomnień? Możecie sobie mnie wyobrażać jak tylko chcecie, ale jeśli jesteście bystrzy (a jestem pewna, że tak jest) to w każdej z wizualizacji będę dziewczyną o zielonych oczach. Bo zielonymi oczami patrzę na świat.
Do zobaczenia (a może przeczytania?) już niedługo. X
Właśnie w tym momencie, w sobotę, w gorący letni dzień zaczynam pisać. Zaczynam pisać, bo chyba zawsze to kochałam. Lubię to jak każda z kolejnych literek tworzy jakąś nową historię, jakąś wartościową myśl, coś pięknego, coś co może zmienić czyjeś myślenie. Potraktuje tego bloga jak pamiętnik, dobrze? Bo chociaż w życiu miałam całe mnóstwo tych kolorowych notesików, to czuje że ten będzie wyjątkowy. Jeśli macie ochotę to zaglądajcie. Możecie mnie poznać - inaczej.
Każde napisane tu słowo będzie szczere.
Każde słowo będzie prosto z serca.
Każde słowo będzie wartościowe, bo będzie tworzyć coś cennego dla mnie i być może dla Was.
Pozwólcie, że się nie przedstawię. Pokażę Wam tylko moje myśli, uczucia i przemyślenia, a czasem może dorzucę też trochę wspomnień? Możecie sobie mnie wyobrażać jak tylko chcecie, ale jeśli jesteście bystrzy (a jestem pewna, że tak jest) to w każdej z wizualizacji będę dziewczyną o zielonych oczach. Bo zielonymi oczami patrzę na świat.
Do zobaczenia (a może przeczytania?) już niedługo. X
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Tęsknota
Tak sobie myślę, myślicie że można zaakceptować tęsknotę? Bo jeśli można, to można się też do niej przyzwyczaić. Tylko z doświadczenia wiem,...